• fashion

    City life

    Miejski luz ,to jednocześnie strój jak i stan ducha. Zazdrościłam tego jak byłam w Barcelonie czy Rzymie i za każdym razem jak jestem w Krakowie, Katowicach czy Warszawie. Nic nie mówiąc patrzę na ludzi z podziwem – zarówno tych spieszących się do pracy jak i wypoczywających gdzieś na ławce w parku. Cudownie miejskie życie od zawsze mnie pociągało i fascynowało. Miejski luz to pewność siebie i brak ograniczeń. To inspirowanie się innością innych i nie przejmowanie zaciekawionymi oczami wiodącymi za Tobą. To czucie życia miasta i wykorzystywanie go po swojemu. To w końcu bycie sobą bez względu na wszystko i wszystkich. Z niecierpliwością czekam, aż moje zacznie iść z duchem…

  • fashion,  moda,  streetstyle

    Mid season sale

    Jeszcze nie ucichły echa wielkich zimowych wyprzedaży a już w sklepach mamy “mid season sale”. Wiosennemu wietrzeniu szaf i portfeli sprzyja naturalna, kobieca potrzeba zmiany a nowa pora roku to wręcz doskonały moment na zastanowienie się nad zmianą stylu – zarówno tą mniejszą jak i totalnym, radykalnym szaleństwem. To właśnie teraz mamy apetyt na nowe, czasami zupełnie wcześniej przekreślane kolory czy kroje. Mnie zmiany nie opuszczają już od jakiegoś czasu – najpierw włosy (różne długości i kolory), teraz przyszedł czas na nowe ciuchy. Największe szaleństwo – spodnie z rozcięciami, które ostatecznie zwróciłam ale może to po prostu jeszcze nie był “ten”czas. Korzystając jednak z wiosennych porządków, moja szafa schudła o…

  • fashion,  moda,  streetstyle

    My sweet cherry

    Niedzielnie, spacerowo, leniwie. Tak właśnie spędziłam chyba już ostatni tak ładny weekend jesieni. Na idealny spacer idealne buty, w których mogę człapać i przez kilka godzin bez strachu o późniejsze odciski. Do tego idealnie “za duży” sweter i luźne boyfriendy, a na koniec prawdziwa wisienka na torcie, czyli L.C. – bezsprzecznie najlepsze towarzystwo do miejskiej włóczęgi.   fot. L.C. i czasem ja 🙂 bluzka/blouse – Zara boyfriendy/boyfriend jeans – Pimkie  sweter/sweater – second hand buty/shoes – House torba/bag – Stradivarius

  • fashion

    Money, money, money….

    Tegoroczny październik nie daje ani chwili odpoczynku moim finansom – tyle, co zakończył się jeden weekend zniżek a tu, na przyszły tydzień szykuje się już kolejny! No u jak tu mieć silną wolę? Szczęście w nieszczęściu, nie wiedzieć czemu, jak tylko mam jakieś kupony to najczęściej udaje mi się “upolować” bardzo niewiele rzeczy. Nie wiem, czy to pech czy też może jakaś siła sprawcza czuwa nade mną i moim portfelem…? Tak czy siak, koniec gadania. Biegnę po nożyczki i wycinam kolejne kupony! fot. L.C. płaszcz/coat, buty/boots – H&M koszula/shirt – Pepco jeggings, torba/bag – Cropp

  • fashion

    Orange

    Po krótkiej przerwie wracam do mocniejszego koloru. Akcent jest jeden, konkretny, pomarańczowy. Nic więcej na dzisiaj nie jest mi potrzebne (no, może poza odrobiną słońca). Taki kolorystyczny element nie lubi konkurencji, więc postanowiłam zrobić go na szaro i zostawić w osamotnieniu. Przyznam, że w następnej kolejności korci mnie jakiś ostry żółty i groszkowy – chyba czas na zmiany w szafie. fot. L.C. spódnica/skirt – H&M sweter/sweater, torba/bag – no name buty/shoes – Czas na buty

  • Bez kategorii

    “Don’t play with me”

    Dwa absolutne hity wymieniane konsekwentnie w sezonowych propozycjach, czyli topy z wymyślnymi sentencjami i zaaranżowane do kobiecego stylu koszykarskie koszulki. Co do sentencji to mało która akurat mnie przekonuje – większość z nich uważam za tworzoną w wielkich bólach lub ściąganą żywcem z netu. No a poza tym, wszyscy już je mają. Za to koszykarskie koszulki od początku do mnie przemówiły. Rewelacyjnie wyglądają z kobiecymi dodatkami i mają w sobie “to coś”. Co ciekawe, nie każdy popiera ich rosnący fenomen – L.C. jako oddany fan sportu wszelkiej maści i kultury hip-hopu widząc kogoś w takiej koszulce czy FullCapie zawsze pyta: “czy ona/on wie cokolwiek o koszykówce,baseballu itp?”(wersja ocenzurowana). Cóż, po części…

  • fashion,  moda,  streetstyle

    My little bow

    “Stara baba i kokardki” – brzmi jak tytuł taniego filmu ale niestety, odnosi się w 100% do mojej skromnej osoby. Kiedy byłam w wieku stosownym do noszenia wszelkich różowości, słodkości i kokardkowych cudów ja wolałam sprane, podniszczone rzemyki na rękę i dziurawe jeansy (… co to były za czasy!). Teraz, na starość, babie się poprzewracało w głowie. Szare komórki chcąc nadrobić stracony gdzieś dziewczęcy czas i uzupełnić luki w dziecięcych klimatach zafundowały mi podróż w czasie, a razem z nią – miłość do kokardek. Na szczęście skończyło się na maleńkich, flip-flopowych dodatkach, no ale jaka jest pewność, że nie pójdzie to dalej?… fot. mama 🙂 spódnica, top – second hand…