Myśląc “podróż poślubna” mamy najczęściej na myśli jakieś ciepłe, egzotyczne i ekskluzywne miejsca, do których na co dzień raczej się nie wybieramy. Tymczasem my, mocno ograniczeni wolnym czasem postawiliśmy na bliskość i swojskość. I tak wybór padł na Busko Zdrój – jak się na miejscu okazało to raczej jedno wielkie sanatorium pełne kuracjuszy z dosłownie kilkoma “fajnymi” miejscami, gdzie można się czegoś dobrego napić i smacznie zjeść ale i tak było Nam dobrze. Po całych tych przedślubnych przygotowaniach potrzeba nam było takiego wręcz wynudzenia. Teraz, po powrocie planujemy wprawdzie dalszą podróż ale to już za jakiś czas.
 

fot. L.C.