fashion,  winterstyle

Fiolet? Poproszę!

Miało być dużo żółtego i zielonego, a wyszło jak zwykle, czyli totalnie na opak. Tak, miałam plan wyprzedażowy i to nawet dość mocno uściślony: wprowadzam do garderoby nowe kolory (min żółty, zielony), kupuję najbrzydsze buty świata, na punkcie których w końcu udało mi się oszaleć, kończę z brązami i czerniami. No i teraz jak tu spojrzeć sobie w lustrze w te z roku na rok bardziej zmęczone i pomarszczone oczy, kiedy w koszykach z zamówieniami (zupełnie nie wiadomo jakim cudem) same fiolety, brązy i czernie? A nie, przepraszam, znalazła się jedna zielona sukienka. Szok, sukces, niedowierzanie…! Nie, po raz kolejny musiałam przyznać, że natury nie oszukasz i kiedy ciągnie Cię w jedną stronę nie opieraj się i nie wybieraj na siłę drogi przeciwnej, bo i tak skończysz w wiadomym od początku miejscu. I tylko czasu, nerwów i własnego sumienia szkoda. Coraz starsza, a wciąż tak samo głupia. I tylko jedno mnie w tym wszystkim zastanawia – skąd w ogóle ten nagły przypływ uczuć do fioletu mi się wziął? Nie mam zielonego (fioletowego) pojęcia.

fot. @krzywakroopa

kurtka/jacket – Cropp
body – Bershka
czapka/cap – House

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *