Barcelona, Ole!

Wszelkie powroty bywają trudne a urlopy niestety zbyt szybko się kończą i oprócz obolałych od chodzenia stóp oraz debetu na karcie pozostają w pamięci jakieś wyrywkowe zdarzenia, które z czasem i tak się zacierają. Całe szczęście, wynalazek aparatu fotograficznego pozwala w razie potrzeby na szybkie odświeżenie pamięci i upajanie się znajomymi już widokami do woli.
Z Barcelony poza zapełnioną do ostatniego zdjęcia kartą pamięci oraz kilku „drobnostkom” przywiozłam przede wszystkim ogromne doświadczenie i uśmiech na twarzy, bo samotne podróżowanie, kiedy to jest się zdanemu wyłącznie na siebie daje możliwość cudownej niezależności i jest to tak ogromny zastrzyk energii i adrenaliny, że nie można się nie cieszyć.
Sama Barcelona jest magiczna i NA PEWNO zrobię wszystko, żeby tam jeszcze wrócić.
A póki co, pierwsza dawka katalońskich klimatów.

 

4 Comments

Add Yours

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *