I’m not a label girl

Nie jestem „metkarą” i nie popieram myślenia typu: jak buty to tyko New Balance, jeśli torebka to najlepiej Michael Kors itd. Oczywiście żeby nie było – nie jestem też jakimś dziwakiem czy buntownikiem mody. Jeśli coś markowego wpadnie mi w oko a dodatkowo jest okazyjne cenowo to nie narzekam tylko biorę. Jednak znana metka nie jest dla mnie wyznacznikiem dobrego stroju i stylu. Rzeczy z grupy „no name” też potrafią być całkiem fajne i wygodne czego dowodem np dzisiejsze buty – kupione w jakimś niepozornym sklepie okazały się wręcz idealne do wielu zestawów i codziennego biegania po mieście.
fot. L.C.
buty/sneakers – no name
koszula/shirt – Zara/Pepco
kurtka/jacket – Cropp
torebka/bag – Cubus

21 Comments

Add Yours
  1. 18
    Olga

    Bardzo podoba mi się ta fryzura 😉
    Małe znaczki są okej, ale jakieś duże oznaczenia np. Chanel to dla mnie tandeta, nie ważne ile kosztowały.
    Śmieszy mnie to, kompleksów metką nie da się uleczyć 😀
    Najlepszy styl to no logo 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *