Streets in yellow

Tak jak w pewnej piosence „po nocy przychodzi dzień” tak u mnie po czerni przychodzi kolor. Pytana czasami o to, czy się go nie boję czuję się nieco dziwnie. No bo co znaczy „bać się kolorów”? Czy chodzi o strach przed nimi jako takimi (w końcu to drapieżne straszydła bijące po oczach swoimi odcieniami) czy też może przed problemem większości z nas czyli kwestią łączenia ich z innymi elementami stroju? 
Na pewno zdecydowanie prościej jest nam wybierać odcienie szare, stonowane, ponieważ nie trzeba się głowić czy oby wszystko razem wzięte nie będzie się ze sobą gryzło. Czy fiolet i granat to już nie za dużo lub czy róż nie jest za bardzo…różowy? Co by nie mówić, zapewniam Was, że warto czasem nawet trochę pogłówkować i poprzymierzać. Jeden chociażby element o wyrazistym kolorze dodany do całości nie popsuje nam szyków, za to wniesie w nasz wygląd coś ciekawego. 

fot. L.C.

golf/turtleneck – second hand
spódnica/skirt -Bershka
torba/bag – Terranova
buty/shoes – Stradivarius

24 Comments

Add Yours

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *