big love

Torebka – niby tylko dodatek do garderoby, swego rodzaju estetyczne wykończenie całości, bez którego można się obejść. Dla bardziej praktycznie podchodzących do sprawy, to po prostu narzędzie do przenoszenia bardziej lub mniej potrzebnych rzeczy bądź też wielki kosz na śmieci (nie piszące długopisy, zużyte baterie, masa kwitków z bankomatu itd). Może być mała, na łańcuszku, na ramię, XXL, shopper bag, „taśka”, kopertówka … wyliczać można jeszcze długo ale jest coś wspólnego dla nich wszystkich – JA. Wpatrzona jak w obraz w każdą wystawę z nimi w roli głównej, każdy dział w sklepie pod nazwą „akcesoria”… mogę oglądać, przymierzać, zaglądać do środka, głaskać, otwierać, zamykać… i tak właściwie bez końca. Nie mam ulubionego stylu, rozmiaru czy koloru ale bezwzględnie, torebka musi mieć to „coś”. Musi mnie krótko mówiąc oczarować i zapaść w głowie na długi czas.
Ot, taka moja torebkowa miłość i stąd też dziś w roli głównej właśnie Ona – piękna, fuksjowa z Miriade. Jest ze mną od nie dawna ale chyba jesteśmy sobie pisane 🙂
fot. L.C.
torebka – Miriade
spodnie, kurtka – second hand
botki – Pull&Bear
czapka – Pepco
komin – SNC
top – House

24 Comments

Add Yours
  1. 17
    In blue jeans

    Oooo, takie zaległości to ja UWIELBIAM nadrabiać! <3 Nawiązując do Twoich słów, skojarzyły mi się z piosenką Andrzeja Zauchy "Proszę pani, myśmy byli sobie pisani, zanim się nie przysiadł ten pan", ale do Ciebie póki co żadna inna torebka się "nie przysiadła", widać zresztą, że do siebie pasujecie. Wyglądasz pięknie Kochana! :**

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *